Przy ul. Skandynawskiej mieszkańcom pokazano nowy PSZOK. Schludny plac, kontenery, rampa, ścieżka edukacyjna. Można pomyśleć: wreszcie nowoczesne miejsce, gdzie zawieziemy starą kanapę, opony albo gruz.
Tylko że to nie koniec inwestycji.
W Karcie Informacyjnej Przedsięwzięcia napisano wprost, że OBOK PSZOK-u, na kolejnych około 6000 m², ABRUKO PLUS zamierza wybudować dodatkowy punkt do zbierania i przeładunku odpadów.
Nie „większy PSZOK”. Nie dodatkowy kontener.
Osobną stację przeładunkową.
Dokument: „Karta Informacyjna Przedsięwzięcia – Punkt do zbierania, w tym przeładunku odpadów…”, s. 4.
I jest coś jeszcze mocniejszego. Sama KIP wyjaśnia, że przedsięwzięcie kwalifikuje się jako mogące potencjalnie znacząco oddziaływać na środowisko na podstawie przepisu dotyczącego punktów zbierania i przeładunku odpadów. W przywołanym przepisie PSZOK-i są z tej kategorii wyłączone.
Czyli nawet na poziomie prawnym dokumentacja wyraźnie rozdziela zwykły PSZOK od tego, co ma powstać obok.
To po co w publicznym odbiorze ciągle mieszać te dwie rzeczy?
Dokument: KIP, s. 5.

1 210 ton kontra 20 000 ton
Dotychczasowy PSZOK przyjął w 2025 roku około 1210 ton odpadów.
Nowy punkt został zaprojektowany na maksymalnie 20 000 ton rocznie.
To ponad 16 razy więcej.
Jeszcze bardziej obrazowo: gdyby dotychczasowy roczny PSZOK był jedną ciężarówką odpadów, projektowany punkt należałoby narysować jako sznur ponad szesnastu takich ciężarówek.
A pięć podstawowych strumieni odpadów odebranych w całej Gminie Władysławowo w 2025 roku to około 11 263 tony.
Więc skąd bierze się potrzeba infrastruktury przygotowanej na 20 tysięcy ton?
Nie pytamy, czy tyle faktycznie będzie przyjmowane. Pytamy: dlaczego właśnie na taką skalę przygotowuje się przedsięwzięcie?
Dokument dotyczący limitu: KIP, s. 19 i 26.
Dane o gospodarce odpadami: Analiza stanu gospodarki odpadami komunalnymi Gminy Władysławowo za 2025 r.

I nie chodzi tylko o śmieci mieszkańców Władysławowa
To jest jeden z najbardziej niedocenionych zapisów całego dokumentu.
KIP stwierdza, że poza odpadami odbieranymi od mieszkańców gminy ABRUKO PLUS zamierza zbierać także odpady od małych i średnich przedsiębiorstw, „ogółu społeczeństwa” oraz odpady wytworzone w wyniku własnej działalności.
Odpady mogą być dowożone nie tylko pojazdami inwestora, ale również środkami transportu innych uprawnionych podmiotów.
Więc pytamy wprost:
Co dokładnie oznacza „ogół społeczeństwa”?
Czy dokument gdziekolwiek gwarantuje, że do punktu nie będą trafiały odpady spoza Gminy Władysławowo?
Jeżeli tak — pokażcie konkretny zapis.
Dokument: KIP, s. 28.

44 kody odpadów. W tym zwykłe zmieszane śmieci
Lista liczy 44 kody.
Są papier, szkło czy tworzywa. Ale są też:
zmieszane odpady komunalne, bioodpady kuchenne, odpady z targowisk, odpady z czyszczenia ulic i placów, odpady ze studzienek kanalizacyjnych, odpady wielkogabarytowe, papa, gruz, ziemia, materiały izolacyjne i odpady budowlane.
I dokumentacja mówi wprost:
„W stacji przeładunkowej można zbierać wszystkie odpady komunalne.”
To już naprawdę trudno opisywać mieszkańcowi obrazkiem PSZOK-u, do którego raz na pół roku jedzie ze starą pralką.
Dokument: KIP, s. 18–19 oraz 29.
Co więcej, dokładnych limitów dla poszczególnych frakcji dziś jeszcze nie znamy. KIP określa całkowity pułap 20 tys. ton, ale wskazuje, że ilości poszczególnych rodzajów odpadów zostaną określone dopiero później, we wniosku o zezwolenie na zbieranie odpadów.
Czyli wiemy, że można będzie zebrać do 20 tys. ton.
Ale nie wiemy jeszcze, ile z tego może stanowić zwykła zmieszana komunalka.
Dokument: KIP, s. 19.

A teraz wyobraźcie sobie, jak to ma działać
Śmieciarka wjeżdża na 66-metrową rampę.
Odpady są wysypywane do leja.
Uruchamia się stacjonarna prasa hydrauliczna.
Śmieci są ściskane nawet do około jednej piątej pierwotnej objętości i wciskane do kontenera 20–32 m³.
Pełny kontener odjeżdża, a na jego miejsce automatycznie podstawiany jest następny.
Obok powstaje prawie 400 m² pięciokomorowej wiaty do magazynowania odpadów.
To właśnie opisuje dokumentacja.
Czy taki obraz nadal kojarzy się komuś ze zwykłym PSZOK-iem?
Dokument: KIP, s. 21 oraz 25–26.


„Maksymalnie 7 dni”. Naprawdę ma nas to uspokajać?
Dokumentacja sama przyznaje, że część przyjmowanych odpadów może powodować uciążliwości zapachowe.
Wymienia wprost zmieszane odpady komunalne, bioodpady, odpady z targowisk oraz odpady ze studzienek kanalizacyjnych.
Takie śmieci mają być trzymane w szczelnych pojemnikach lub kontenerach, przykrytych plandekami, maksymalnie przez 7 dni.
Dokument: KIP, s. 30.
Tylko co właściwie zmienia dla mieszkańca zapis „maksymalnie 7 dni”, jeżeli zakład ma działać stale?
Jedna partia wyjeżdża szóstego dnia. Następnego przyjeżdża kolejna.
Ta wyjeżdża. Przyjeżdża następna.
Limit 7 dni nie oznacza siedmiu dni śmieci i potem ciszy. Może oznaczać stałą rotację odpadów przez cały rok.
Pytanie nie powinno więc brzmieć:
„Jak długo leży jedna partia?”
Tylko:
„Przez ile dni w roku na terenie zakładu będą znajdowały się odpady mogące powodować odory?”
Na to odpowiedzi w dokumentach nie znaleźliśmy.


Szadółki. Nie ta skala — ale lekcja bardzo konkretna
Żeby było jasne: nie porównujemy wielkości projektowanej stacji we Władysławowie do całego Zakładu Utylizacyjnego w Szadółkach. To zupełnie inne skale.
Porównujemy charakter problemu odorowego.
W Szadółkach przez lata inwestowano właśnie w rozwiązania, które miały ograniczać zapach: hermetyczne obiekty, biofiltry, opryski neutralizujące, kontrolę szczelności, zmiany godzin prowadzenia najbardziej odorogennych prac, modernizację systemów odgazowania.
Sam Zakład Utylizacyjny publicznie informuje, że pilnuje „pełnej hermetyczności obiektów”, stosuje neutralizację odorów, wymienia złoża biofiltrów i ogranicza część potencjalnie uciążliwych prac do godziny 18.
A mimo to temat zapachów nie zniknął. Jeszcze w marcu 2026 r., po kolejnych inwestycjach ograniczających odory, lokalne media opisywały trwające skargi mieszkańców. Zakład informował jednocześnie o spadku ich liczby.
I teraz spójrzmy na zabezpieczenia zapachowe opisane dla Skandynawskiej.
Kontener. Plandeka. Maksymalnie siedem dni. Wiata nad miejscem zasypu, która ma ograniczyć rozwiewanie lekkich frakcji.
W katalogu rozwiązań chroniących środowisko na stronach 35–36 KIP wskazano te właśnie rozwiązania, a także sorbenty, kanalizację i separator. Nie wskazano tam systemu ujmowania i oczyszczania powietrza odorowego ani biofiltra.
Więc pytamy:
Jeżeli duże zakłady gospodarki odpadami po latach doświadczeń inwestują w hermetyzację i oczyszczanie powietrza, to czy plandeka i wiata są naprawdę odpowiedzią wystarczającą dla miejsca przyjmującego zmieszane odpady, bio i odpady ze studzienek?
Dokument: KIP, s. 35–36.

Wiata „ograniczy rozwiewanie śmieci”
Ten zapis aż prosi się o pokazanie mieszkańcom.
Jednym z rozwiązań chroniących środowisko ma być wiata nad miejscem załadunku do leja zasypowego, która ma ograniczyć unoszenie i rozwiewanie lekkich frakcji odpadów.
Nie hala hermetyczna.
Wiata.
Dokument: KIP, s. 35.
To naprawdę rodzi banalnie proste pytania.
Co przy silnym zachodnim wietrze?
Co podczas samego wysypywania śmieciarki?
Co jeżeli worek, folia albo lekka frakcja znajdzie się poza strefą zasypu?
I przede wszystkim: kto i jak będzie kontrolował rzeczywistą skuteczność tych zabezpieczeń już po uruchomieniu zakładu?
Bo papier jest cierpliwy.
Wiatr nad Władysławowem — trochę mniej.

360 metrów do terenów pod domy
W KIP najbliższe tereny przeznaczone pod zabudowę jednorodzinną i usługową wskazano około 360 metrów od przedsięwzięcia.
Następne są w odległości około 420 i 540 metrów.
Najbliższy faktycznie istniejący budynek mieszkalny znajdował się podczas sporządzania dokumentacji około 440 metrów od zakładu.
Dokument: KIP, s. 13.
360 metrów.
To około trzy i pół długości boiska piłkarskiego.
W sam raz, żeby człowiek naprawdę dobrze zrozumiał, co oznacza określenie „znaczna odległość od zabudowy”, którego później używa dokumentacja.
Zwłaszcza kiedy na placu mają pracować ciężarówki, ładowarka albo koparko-ładowarka, hydrauliczna prasa i mechaniczny przeładunek.


Od 6 rano do 22
KIP przyjmuje maksymalnie 23 przejazdy ciężkich pojazdów w ciągu dnia.
Ładowarka może pracować do 8 godzin na dobę.
Dochodzi prasa, mechaniczny rozładunek i załadunek.
Dopuszczony w analizie przedział pracy urządzeń to nawet 6:00–22:00.
Autorzy KIP uznają, że z uwagi na odległość od zabudowy i zieleń izolacyjną wpływ na klimat akustyczny będzie niewielki.
Dokument: KIP, s. 43–44.
Mieszkańcy mogą więc sami odpowiedzieć sobie na pytanie:
czy 440 metrów od ciężarówek, ładowarki i przeładunku pracującego potencjalnie do 22:00 to odległość, przy której chcieliby kupić działkę i wybudować dom?

A pod ziemią mamy wodę
Tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym.
KIP wskazuje, że inwestycja znajduje się w obrębie JCWPd nr 13, której stan ilościowy i chemiczny oceniono jako dobry. Jednocześnie teren leży poza formalnie wyznaczonymi Głównymi Zbiornikami Wód Podziemnych. Autorzy dokumentacji oceniają zagrożenie dla środowiska gruntowo-wodnego jako małe.
Dokument: KIP, s. 63–66.
Ale woda podziemna nie jest tutaj abstrakcyjnym pojęciem z tabelki.
System zaopatrzenia w wodę tej części regionu oparty jest właśnie na ujęciach wód podziemnych. SUW Władysławowo-Cetniewo zasila m.in. Władysławowo, Chłapowo, Chałupy, Kuźnicę, Jastarnię, Juratę, Łebcz, Strzelno, Swarzewo i Gnieżdżewo.
I dlatego pytania dotyczące zabezpieczeń nie są żadnym „straszeniem wodą”.
Są absolutnie normalne.
KIP zakłada, że wody opadowe z terenów utwardzonych trafią przez separator do zbiornika 180 m³. Ścieki z mycia kontenerów mają trafiać do osobnego zbiornika 7 m³. Jednocześnie dokumentacja przyjmuje, że deszczówka nie będzie miała kontaktu z odpadami, ponieważ część z nich będzie w szczelnych kontenerach lub pod wiatą.
Dokument: KIP, s. 35–36 oraz 45.

No dobrze.
A co w sytuacji awarii kontenera?
Uszkodzonej plandeki?
Rozsypania odpadów podczas przeładunku?
Intensywnego deszczu po takim zdarzeniu?
Czy planowany jest lokalny monitoring jakości wód podziemnych wokół inwestycji — np. piezometry? Jeśli nie, dlaczego?
To są pytania, na które chcielibyśmy dostać odpowiedzi przed, a nie po ewentualnym problemie.
I wszystko obok dawnego składowiska
Od strony wschodniej, dalej za zadrzewionym terenem, znajduje się działka ze zrekultywowanym składowiskiem odpadów w Łebczu.
Czyli gospodarka odpadami wraca praktycznie w ten sam rejon, który już wcześniej przez dziesięciolecia kojarzył się mieszkańcom z wysypiskiem.
Dokument: KIP, s. 12.
Prawnie nowa stacja nie jest składowiskiem odpadów. Śmieci nie mają tam pozostać na stałe.
Ale z punktu widzenia mieszkańca pytanie jest bardziej przyziemne:
czy nos odróżnia odpad leżący pięć dni przed wyjazdem od odpadu leżącego dłużej?
Jeżeli jedne śmieci będą wyjeżdżały, a kolejne stale przyjeżdżały, to nie mamy stałej góry odpadów.
Mamy za to stałą obecność i rotację odpadów.
I właśnie dlatego określenie „tylko przeładunek” nie powinno kończyć dyskusji. Ono powinno ją dopiero zaczynać.

A przecież mieliśmy już jedną „śmieciową” historię
Bioelektra miała być przedsięwzięciem zupełnie innego typu i wielokrotnie większej skali. Tam mowa była o 150 tys. ton rocznie i przetwarzaniu odpadów.
Tamten kierunek został zatrzymany.
Nie ma podstaw, żeby pisać, że obecna stacja jest „Bioelektrą pod inną nazwą”.
Ale trudno nie zauważyć ciągłości jednego pomysłu przestrzennego:
południe Władysławowa nadal ma być miejscem koncentracji infrastruktury związanej z odpadami.
Tyle że teraz zamiast wielkiego zakładu przetwarzania mamy obok PSZOK-u stację zbierania, magazynowania, prasowania i przeładunku do 20 tys. ton rocznie.
I właśnie dlatego po historii Bioelektry mieszkańcy mają pełne prawo patrzeć urzędowi na ręce dwa razy dokładniej.
Co ciekawe, postępowanie w 2025 roku zostało na wniosek inwestora zawieszone. Powód? Analiza planów dotyczących dalszej działalności spółki w zakresie gospodarowania odpadami, która mogła doprowadzić do zmian dokumentacji.
Dokument: Postanowienie Burmistrza Władysławowa o zawieszeniu postępowania, 6.08.2025 r., s. 2.
Minął rok. W sierpniu 2026 inwestor wrócił i poinformował, że jednak niczego nie trzeba zmieniać. Technologia, skala działalności i rodzaje odpadów pozostały takie same.
Dokument: Postanowienie Burmistrza o podjęciu postępowania, 20.08.2026 r., s. 2.
A kiedy później pytano o materiały z tej analizy, inwestor wyjaśnił, że nie miała ona charakteru sformalizowanego i nie powstało odrębne opracowanie czy raport.
Dokument: stanowisko ABRUKO PLUS z 8.09.2026 r., s. 1–2.
Czyli postępowanie na ponad rok zatrzymała analiza, po której nie ma osobnego raportu, a projekt wrócił dokładnie w tej samej formie.
To również zasługuje na bardzo dokładne wyjaśnienie.
I chyba najważniejsze:
Urząd sam w odpowiedzi radnej pisze, że ta inwestycja jest związana z PSZOK-iem i ma ograniczyć koszty poprzez zebranie większych partii śmieci i przeładunek do większych pojazdów. Wskazuje też, że brak realizacji może spowodować wzrost kosztów gospodarowania odpadami.
Dokument: odpowiedź Burmistrza Władysławowa ZOK.1431.139.2026 z 22.09.2026 r., s. 1.
Dobrze.
To pokażcie mieszkańcom rachunek.
Ile dokładnie ma oszczędzić stacja?
Ile kosztuje jej budowa?
Ile kosztować będzie roczna eksploatacja?
Ile ton odpadów z Gminy Władysławowo faktycznie uzasadnia przepustowość 20 tys. ton?
Jaką część stanowić będą śmieci zmieszane?
Czy będą przyjmowane odpady spoza gminy?
Jak będzie monitorowany zapach?
Jak będzie kontrolowana szczelność kontenerów?
Jak będzie chroniona woda podziemna?
Co stanie się z terenami mieszkaniowymi oddalonymi o zaledwie 360 metrów?
Bo odpowiedź „to tylko przeładunek” przy takich dokumentach naprawdę już nie wystarcza.
PSZOK jest już na Skandynawskiej.
A obok niego planowane jest coś innego.
I mieszkańcy powinni dokładnie wiedzieć co.

