CZĘŚĆ 6: Co wyciągają rybacy z Zatoki? Sieci pełne szlamu i ryby, które budzą pytania

Przez pięć poprzednich części zaglądaliśmy do decyzji, raportów, opinii naukowców i wyników badań.

Dzisiaj odkładamy dokumenty na bok.

Wsiadamy na kuter.

Bo Zatokę Pucką można obserwować na wiele sposobów.

Można postawić stację pomiarową.

Można pobrać próbkę wody.

Można stworzyć model komputerowy.

Ale można też przez kilkadziesiąt lat codziennie wypływać na wodę, stawiać sieci i własnymi rękami wyciągać z nich to, co akurat znajduje się w Zatoce.

I właśnie takie nagranie pokażemy dzisiaj.

Nie jest raportem naukowym.

Nie zastąpi laboratorium.

Ale trudno przejść obok niego obojętnie.

Trzy dni w wodzie

Na nagraniu wykonanym podczas rejsu z rybakiem z Kuźnicy widzimy wyciąganie sieci, które znajdowały się w Zatoce przez trzy dni.

Teoretycznie brzmi jak najbardziej zwyczajna czynność rybacka.

Tyle że zamiast spokojnego wybierania połowu zaczyna się walka z czymś, co przypomina ciężki, mokry kożuch oblepiający sieć.

Wodorosty.

Rozkładająca się materia.

Szlam.

Całość jest tak ciężka, że wyciąganie sieci staje się ogromnym wysiłkiem.

Rybak kilkukrotnie przerywa pracę.

W pewnym momencie mówi:

„Ręce opadają”.

A chwilę wcześniej opisuje to jeszcze dosadniej:

„Całe dno Zatoki Puckiej jest pokryte szlamem”.

To jego obserwacja z tamtego rejsu.

Nie wynik analizy laboratoryjnej.

Ale kamera pokazuje coś, czego nie trzeba specjalnie tłumaczyć — sieć rzeczywiście jest potężnie oblepiona mokrą, rozkładającą się materią.

Ten materiał nie pojawił się dziś. Był publikowany już w 2021 roku

Warto dodać, że materiał, o którym mówimy, nie pojawił się dopiero teraz.
Ten sam film i te same zdjęcia ryb były publikowane już 29 listopada 2021 roku przez Piotra Dettlaffa.

Radny opisywał wtedy wypłynięcie z rybakiem z Półwyspu Helskiego do żaków w okolicy Ryfu Mew i pokazywał dokładnie to, o czym dziś znowu rozmawiamy: sieci zawalone błotnistą materią, brunatną wodę oraz ryby z widocznymi zmianami.

To istotne, bo pokazuje, że nie mamy do czynienia z jednorazową emocjonalną relacją wrzuconą w internet, ale z sygnałami, które pojawiały się publicznie już kilka lat temu.

Pokazuje to również, że Piotr Dettlaff od lat aktywnie wspiera rybaków i nagłaśnia ich relacje, próbując zwracać uwagę mieszkańców na stan Zatoki Puckiej.

Sam materiał oczywiście nie rozstrzyga przyczyn tego, co widać w sieciach i na rybach. Ale skoro był dostępny już w 2021 roku, tym bardziej zasadne staje się pytanie:

czy ktoś wtedy dokładnie badał to, co rybacy pokazywali?

I tutaj od razu najważniejsze zastrzeżenie.

Ten film NIE dowodzi, że zrobiła to solanka

Nie pobraliśmy próbki widocznego materiału.

Nie znamy jego składu chemicznego.

Nie wiemy, jaka część to wodorosty, jaka osad, jaka inna materia organiczna.

Nie mamy analizy, która połączyłaby to konkretne zjawisko ze zrzutem solanki.

Dlatego nie napiszemy:

„oto skutek zrzutu”.

Byłoby to zwyczajnie nieuczciwe.

Film pokazuje coś, co wydarzyło się w Zatoce.

Nie odpowiada na pytanie dlaczego.

I właśnie tutaj zaczyna się temat, który naszym zdaniem jest ciekawszy niż samo szukanie winnego.

Bo dla rybaka Zatoka nie jest wykresem

Wyobraźmy sobie dwie perspektywy.

Pierwsza:

na ekranie komputera pojawia się wykres. Punkty pomiarowe mieszczą się w określonych zakresach. Raport mówi, że nie wykazano negatywnego wpływu inwestycji.

Druga:

człowiek wypływa rano do pracy, po trzech dniach wybiera sieć i zamiast normalnej pracy przez długi czas szarpie się z kilogramami mokrej, gnijącej materii.

Obie perspektywy mogą istnieć jednocześnie.

I właśnie dlatego łatwo zrozumieć, skąd bierze się brak zaufania części ludzi pracujących na Zatoce.

Dla naukowca stan akwenu może być serią pomiarów.

Dla rybaka jest tym, co każdego dnia zostaje mu w sieci.

Jedno nie powinno zastępować drugiego.

Najlepszy monitoring powinien umieć te dwa światy połączyć.

Tym bardziej, że oficjalnie Zatoka okazem zdrowia nie jest

W poprzednich częściach pokazywaliśmy już dane Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Ogólny stan badanych części Zatoki oceniany jest jako zły.

Problemy dotyczą między innymi:

stanu ekologicznego,

ryb,

organizmów żyjących na dnie,

natlenienia,

oraz biogenów.

To nadal nie oznacza, że szlam widoczny na nagraniu jest skutkiem zrzutu solanki.

Ale oznacza coś znacznie prostszego:

ten film nie powstał na akwenie, którego środowisko oficjalnie oceniane jest jako świetne.

I dlatego obserwacji ludzi pracujących na wodzie nie powinno się zbywać wzruszeniem ramion.

Co właściwie widać w tej sieci?

Na pierwszy rzut oka przede wszystkim ogromną ilość materii organicznej.

Rybak mówi o gnijących wodorostach i szlamie.

Takie zjawiska mogą mieć wiele przyczyn.

Wysoka ilość substancji odżywczych w wodzie może sprzyjać rozwojowi glonów i roślinności.

Potem ta materia obumiera.

Opada.

Rozkłada się.

A podczas rozkładu zużywany jest tlen.

To trochę jak pozostawienie wielkiej sterty mokrej trawy w zamkniętym miejscu — sama trawa nie brzmi groźnie, ale kiedy zaczyna intensywnie gnić, warunki wokół niej bardzo szybko się zmieniają.

W ekosystemie wodnym sprawa jest oczywiście znacznie bardziej skomplikowana.

Nie próbujemy więc na podstawie filmu diagnozować eutrofizacji, niedotlenienia ani żadnego innego konkretnego procesu.

Pokazujemy tylko, dlaczego warto byłoby wiedzieć:

co dokładnie znajdowało się wtedy w tej sieci i co działo się w wodzie oraz przy dnie.

I tutaj pojawia się problem

Jeżeli nikt nie pobrał próbki, dziś pozostaje nam film.

Możemy go obejrzeć.

Możemy opisać.

Możemy dyskutować.

Ale nie cofniemy czasu i nie wsadzimy widocznego materiału do probówki.

I właśnie dlatego monitoring środowiska powinien potrafić reagować wtedy, kiedy dzieje się coś nietypowego.

Nie tylko według kalendarza:

„następny pomiar za dwa tygodnie”.

Jeżeli rybacy nagle zaczynają wyciągać sieci wyglądające w taki sposób, może warto wysłać łódź, pobrać próbki i odpowiedzieć:

co to jest?

A nie kilka lat później zastanawiać się nad tym na podstawie filmu.

Są też ryby

I tutaj materiały robią się jeszcze bardziej niepokojące wizualnie.

Mamy fotografie ryb pochodzących z Zatoki, na których widoczne są poważne zmiany i uszkodzenia.

Na jednym ze zdjęć flądra ma wyraźnie uszkodzoną okolicę głowy.

Na innych rybach widać zmiany w obrębie ciała.

Ale najpierw kolejny film z wyciągania sieci rybackich.

Zdjęcia wyglądają źle.

Ale po raz kolejny:

wyglądają źle nie oznacza wiemy, dlaczego tak wyglądają.

Ryba może mieć zmiany spowodowane chorobą.

Pasożytami.

Urazem mechanicznym.

Drapieżnikiem.

Infekcją.

Warunkami środowiskowymi.

Zanieczyszczeniami.

Albo kombinacją kilku czynników.

Bez badania konkretnego zwierzęcia nie wiemy.

Zdjęcie flądry z uszkodzoną głową nie jest chromatografem ani mikroskopem.

Ale czy właśnie takich przypadków monitoring nie powinien łapać?

I tutaj wracamy do tego samego problemu, który mieliśmy przy martwych ptakach.

Nie chodzi o to, żeby każdą chorą rybę automatycznie przypisać do jednej inwestycji.

Wręcz przeciwnie.

Chodzi o stworzenie systemu, który potrafi powiedzieć:

co tej rybie było?

Jeżeli podobne zmiany pojawiają się sporadycznie — być może jest to naturalne tło.

Jeżeli zaczynają występować częściej — mamy sygnał.

Jeżeli występują częściej w określonej części akwenu — mamy kolejny sygnał.

Jeżeli równocześnie zmieniają się parametry wody albo osadów — pojawia się materiał do analizy.

Właśnie tak powinno wyglądać przechodzenie od:

„rybak coś zauważył”

do:

„nauka sprawdziła, co to oznacza”.

Rybak nie musi być naukowcem, żeby zauważyć zmianę

To też warto powiedzieć.

Czasami w publicznych dyskusjach pojawia się absurdalny wybór:

albo wierzymy profesorowi,

albo rybakowi.

A przecież ich role są zupełnie inne.

Rybak nie musi znać toksykologii.

Nie musi interpretować wyników ICP-MS.

Nie musi budować modelu hydrodynamicznego.

Ale jeśli ktoś przez wiele lat pracuje w tym samym miejscu, bardzo szybko zauważy, że:

sieci wyglądają inaczej,

pojawiają się inne organizmy,

zmienia się ilość ryb,

dno zachowuje się inaczej,

albo coś, czego wcześniej było mało, nagle występuje masowo.

To jest obserwacja.

Dopiero zadaniem specjalistów jest sprawdzenie, czy za obserwacją kryje się rzeczywista zmiana środowiska i co ją powoduje.

Można powiedzieć:

rybak jest czujnikiem, ale laboratorium powinno być miernikiem.

Jedno bez drugiego daje niepełny obraz.

Tymczasem rybacy alarmują również teraz

To nie jest wyłącznie historia z archiwalnego filmu.

19 sierpnia 2026 roku Radio Wnet opublikowało rozmowę dotyczącą aktualnej sytuacji rybaków i środowiska Zatoki Puckiej.

Źródło: https://wnet.fm/2026/08/19/sytuacja-w-zatoce-puckiej-jest-dramatyczna-rybacy-czekaja-na-dzialania-rzadu

Wystąpił w niej Marcin Buchna, prezes Stowarzyszenia Nasza Ziemia.

Już sam tytuł rozmowy był bardzo mocny:

„Sytuacja w Zatoce Puckiej jest dramatyczna. Rybacy czekają na działania rządu”.

Oczywiście jest to głos strony społecznej.

Nie oficjalna ocena GIOŚ.

Nie recenzowana publikacja naukowa.

Nie traktujemy więc tych słów jak wyniku badań.

Ale pokazują jedną ważną rzecz:

ludzie związani z rybołówstwem nadal uważają, że problem stanu Zatoki nie został rozwiązany.

Mamy rok 2026.

Pierwszy zrzut zakończył się kilka lat temu.

A spór nadal żyje.

I właśnie w takim momencie planowane są kolejne kawerny oraz możliwy kolejny wieloletni zrzut.

Można łatwo odpowiedzieć: „nie ma dowodu”

I formalnie będzie to prawda.

Nie ma dowodu, że widoczny na filmie szlam spowodowała solanka.

Nie ma dowodu, że uszkodzenia ryb na fotografiach spowodowała solanka.

Nie ma dowodu, że każde pogorszenie sytuacji rybaków wynika z jednej inwestycji.

Tylko że zdanie:

„nie ma dowodu”

może oznaczać dwie zupełnie różne rzeczy.

Pierwsza:

dokładnie zbadaliśmy zjawisko i wykluczyliśmy związek.

Druga:

nikt nie zebrał danych pozwalających ten związek sprawdzić.

I to nie jest to samo.

Dlatego znacznie bardziej interesuje nas pytanie:

Czy te zjawiska były badane wtedy, kiedy się pojawiały?

Czy pobrano próbkę szlamu widocznego na sieciach?

Czy sprawdzono jego skład?

Czy zbadano osady denne w tym miejscu?

Czy przebadano ryby z widocznymi zmianami?

Czy wykonywano badania toksykologiczne?

Czy sprawdzano metale ciężkie?

Czy próbowano określić częstotliwość występowania podobnych zmian?

Czy informacje od rybaków były włączane do monitoringu?

Jeżeli tak — bardzo chcielibyśmy zobaczyć wyniki.

Jeżeli nie — trudno kilka lat później oczekiwać od ludzi, że przestaną zadawać pytania.

Bo monitoring nie powinien być tylko tabelką

Przy kolejnej inwestycji warto wyciągnąć z tego bardzo praktyczną lekcję.

Monitoring środowiska nie powinien działać wyłącznie według harmonogramu przygotowanego kilka lat wcześniej.

Powinien również reagować na to, co rzeczywiście dzieje się w terenie.

Rybak zgłasza nietypową ilość szlamu?

Pobieramy próbkę.

Pojawia się seria ryb z podobnymi zmianami?

Badamy.

Mieszkańcy zgłaszają masowe padnięcia?

Dokumentujemy i sprawdzamy szerzej.

Bo natura rzadko sprawdza kalendarz badań przed tym, zanim wydarzy się coś nietypowego.

I tutaj wszystkie poprzednie części zaczynają się łączyć

Mamy plan kolejnego wieloletniego zrzutu.

Mamy wcześniejsze wątpliwości części naukowców.

Mamy problem z publiczną dostępnością wszystkich danych.

Mamy zły stan części Zatoki stwierdzony przez państwowy monitoring.

Mamy regularne padnięcia dzikich ptaków.

Mamy nagrania rybaków.

Mamy fotografie ryb z widocznymi zmianami.

Żadna z tych rzeczy osobno nie dowodzi, że solanka zniszczyła Zatokę.

I nie próbujemy zbudować z nich takiego dowodu przez proste dodawanie:

martwy ptak + chora ryba + szlam = solanka.

Tak nauka nie działa.

Ale wszystkie razem mówią coś innego:

Zatoka jest akwenem, który trzeba obserwować wyjątkowo uważnie.

A przed rozpoczęciem kolejnego wieloletniego zrzutu nie wystarczy powiedzieć:

„poprzednio niczego nie wykazano”.

Trzeba zaprojektować monitoring w taki sposób, żeby za kilka lat podobnego filmu nie oglądać znowu z jednym pytaniem:

„ciekawe, co to właściwie było?”

Bo rybak może pokazać nam, że coś wygląda źle.

Naukowiec powinien umieć powiedzieć, dlaczego.

A instytucje publiczne powinny zadbać o to, żeby wynik tego badania nie został w szufladzie.

W ostatniej części zbierzemy wszystko do kupy. Bez teorii spiskowych i bez prostego „zablokować wszystko”. Zamiast tego pokażemy, czego konkretnie mieszkańcy mogą oczekiwać przed rozpoczęciem kolejnego wieloletniego zrzutu – i dlaczego pełna jawność danych powinna leżeć również w interesie samego inwestora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *