CZĘŚĆ 4: „To tylko solanka”? Sprawdzamy, co właściwie kryje się pod tym słowem

Słowo „solanka” brzmi wyjątkowo niewinnie.

Trochę uzdrowisko.

Trochę tężnia.

Trochę woda z solą.

I być może właśnie dlatego warto na chwilę zapomnieć o samej nazwie i sprawdzić, co właściwie ma być wprowadzane do Zatoki Puckiej.

Bo w decyzji wodnoprawnej nie znajdziemy opisu w rodzaju:

„słona woda”.

Dokument mówi o ściekach przemysłowych – solance, powstających podczas ługowania podziemnych komór w złożu soli kamiennej „Mechelinki”, przy wykorzystaniu oczyszczonych ścieków komunalnych z oczyszczalni Dębogórze.

I już samo to pokazuje, że warto rozmawiać o czymś więcej niż tylko o chlorku sodu.

250 kilogramów na metr sześcienny. Czyli po ludzku?

Pozwolenie przewiduje solankę o stężeniu do:

250 kg/m³.

Znów urzędowa liczba, która niewiele mówi.

Przeliczmy ją więc na kuchenny język.

250 kg na metr sześcienny to około 250 gramów na litr.

Czyli gdybyśmy mieli zwykłe 10-litrowe wiadro takiego roztworu, mówimy nawet o około 2,5 kilograma rozpuszczonych soli.

I teraz do tego dokładamy skalę zrzutu:

maksymalnie 300 m³ na godzinę,

średnio do 7200 m³ na dobę.

W poprzednim odcinku pokazaliśmy, że odpowiada to prawie trzem basenom olimpijskim dziennie.

I właśnie tutaj pojawia się bardzo ważna rzecz.

W ochronie środowiska nie liczy się wyłącznie:

„jakie było stężenie?”

Równie ważne jest:

„ile tego łącznie trafiło do środowiska?”

Stężenie to nie wszystko

Wyobraźmy sobie dwie sytuacje.

Do szklanki wody dodajemy kroplę barwnika.

Albo taką samą proporcję barwnika utrzymujemy przez miesiące w wodzie wypływającej z wielkiej instalacji przemysłowej.

Stężenie może być niewielkie.

Ale całkowita ilość wprowadzonej substancji może już wyglądać zupełnie inaczej.

Właśnie to nazywa się ładunkiem.

I dlatego przy wieloletnim zrzucie nie wystarczy wiedzieć, że któregoś dnia dana substancja występowała w stężeniu X.

Trzeba również wiedzieć:

ile metrów sześciennych zrzucono i ile danej substancji łącznie razem z nimi trafiło do akwenu.

Prosty rachunek:

stężenie × ilość wody × czas.

I nagle mała liczba po przecinku może po kilku latach przestać wyglądać tak niepozornie.

Nie twierdzimy, że właśnie tak stało się w Zatoce.

Pytamy, czy taki bilans został wykonany i czy mieszkańcy mogą go zobaczyć.

Bo pod ziemią nie ma laboratoryjnie czystej soli

To kolejna rzecz, którą łatwo zgubić w dyskusji.

Złoże soli kamiennej nie jest wielkim podziemnym blokiem idealnie czystego NaCl, jak kostka soli wyjęta z pudełka.

Naturalne złoża zawierają także inne minerały i pierwiastki.

A ich zawartość może różnić się w zależności od miejsca.

I tutaj dochodzimy do jednego z ciekawszych materiałów z wcześniejszych lat.

Ołów, rtęć, kadm, arsen

Na archiwalnym slajdzie oznaczonym logo Morskiego Instytutu Rybackiego pokazano wyniki badań soli z poszczególnych otworów.

Wśród oznaczanych pierwiastków znajdowały się między innymi:

kadm,

ołów,

rtęć,

arsen.

Wartości różniły się pomiędzy próbkami.

Na slajdzie podano między innymi próbkę zawierającą 14,39 mg/kg ołowiu oraz inną wartość sięgającą 0,29 mg/kg rtęci.

Brzmi mocno.

Ale tutaj robimy bardzo ważny hamulec.

Czego ten slajd NIE pokazuje

Nie pokazuje on, że do Zatoki wpływała solanka zawierająca dokładnie:

14,39 mg/kg ołowiu

czy

0,29 mg/kg rtęci.

Tego z tego dokumentu wywnioskować nie możemy.

Slajd pokazuje wyniki dotyczące próbek soli pochodzącej ze złoża.

To zupełnie co innego niż analiza końcowego ścieku wypływającego z instalacji do Zatoki.

Po drodze mamy przecież proces ługowania, rozcieńczanie, właściwości chemiczne poszczególnych pierwiastków i cały technologiczny układ instalacji.

Więc gdyby ktoś na podstawie tego slajdu napisał:

„do Zatoki wlano wodę z 14,39 mg/kg ołowiu”

– wyciągałby wniosek, którego ten materiał po prostu nie potwierdza.

Ale slajd pokazuje coś innego.

I to coś jest bardzo istotne.

„To tylko sól” właśnie przestaje wystarczać

Skoro materiał wydobywany ze złoża może zawierać również inne pierwiastki, to zasadne staje się pytanie:

które z nich przechodzą do solanki podczas ługowania?

W jakich ilościach?

Czy ich zawartość jest taka sama przy każdej kawernie?

Czy zmienia się w czasie?

Co znajduje się w ścieku bezpośrednio przed zrzutem?

I jaki łączny ładunek poszczególnych substancji trafia do Zatoki przez miesiąc, rok i cały okres pracy instalacji?

To już są pytania, na które można odpowiedzieć liczbami.

I właśnie takich liczb chcielibyśmy szukać.

ORLEN mówi: metale ciężkie były badane

Żeby było jasne: inwestor nie twierdzi, że interesowało go wyłącznie zasolenie.

Przedstawiciel ORLEN-u informował w lutym 2026 roku przed sejmową komisją, że podczas pierwszego etapu prowadzono również badania metali ciężkich oraz analizy chemiczne solanki i środowiska.

Według spółki wieloletni monitoring nie wykazał negatywnego wpływu inwestycji na środowisko w rejonie zrzutu.

To jest oficjalne stanowisko ORLEN-u.

I jeżeli rzeczywiście prowadzono przez lata tak szeroki monitoring, to pojawia się chyba najprostsze pytanie tej części:

gdzie możemy zobaczyć wszystkie wyniki?

Bo właśnie tutaj kończy się spór na opinie, a zaczynają liczby.

Nie chcemy prezentacji. Chcemy tabeli

Wyobraźmy sobie zwykłą stronę internetową.

Data.

Ilość zrzuconej solanki.

Zasolenie.

Temperatura.

Rtęć.

Ołów.

Kadm.

Arsen.

Inne monitorowane substancje.

Wynik w wodzie przy dyfuzorze.

Wynik kilometr dalej.

Wynik w osadzie dennym.

Wynik w punkcie kontrolnym.

I historia pomiarów dostępna kilka kliknięć wstecz.

Czy naprawdę przy inwestycji tej skali jest to wygórowane oczekiwanie?

Zwłaszcza że już w 2019 roku Komitet Badań Morza PAN zwracał uwagę, że wyniki monitoringu były dostępne szerokiej opinii publicznej tylko częściowo.

Komitet postulował udostępnienie wyników przeprowadzonych i trwających badań wraz z ich merytoryczną interpretacją.

Minęło siedem lat.

A mieszkańcy nadal mają przede wszystkim dwa komunikaty:

jedna strona:

„spójrzcie, co dzieje się w Zatoce”.

Druga:

„monitoring nie wykazał negatywnego wpływu”.

A pomiędzy nimi powinien leżeć wielki segregator z napisem:

DANE.

Najlepiej cyfrowy i dostępny dla wszystkich.

Bo woda to tylko część historii

Jest jeszcze dno.

I tutaj sprawa robi się trochę mniej intuicyjna.

Jeżeli jakąś substancję wykrywamy w niewielkiej ilości w wodzie, nie oznacza to automatycznie, że na tym możemy zakończyć badanie.

Niektóre związki mogą wiązać się z zawiesiną.

Mogą trafiać do osadów.

Mogą być pobierane przez organizmy.

A dno Zatoki to nie martwa podłoga akwenu.

To całe środowisko życia.

Można powiedzieć, że jeśli woda jest salonem, to osady denne są jednocześnie spiżarnią, sypialnią i stołówką dla ogromnej części ekosystemu.

Dlatego ważne jest nie tylko to, co przepłynęło nad punktem pomiarowym w danym momencie.

Ważne jest również:

co zostało na dnie.

I właśnie na to zwracano uwagę

Na kolejnym archiwalnym slajdzie Morskiego Instytutu Rybackiego dotyczącym ryzyka dla zasobów ryb Zatoki Puckiej wskazywano między innymi na:

ograniczony układ punktów pomiarowych,

braki dotyczące badań chemicznych osadów,

zastrzeżenia dotyczące oceny metali ciężkich,

oraz ograniczenia badań organizmów wodnych.

W podsumowaniu wskazano, że na podstawie przedstawionych wyników monitoringu nie można było ani ocenić, ani wykluczyć negatywnego wpływu solanki na ekosystem Zatoki Puckiej, w tym na ryby.

I znowu:

to nie jest dowód, że solanka zatruła ryby.

To jest coś innego.

To informacja, że według autorów tego materiału dostępne wtedy badania nie dawały podstawy do tak jednoznacznego rozstrzygnięcia.

Różnica jest ogromna.

Dlatego nie pytamy: „czy sól jest trująca?”

Bo takie pytanie prowadzi donikąd.

Sól mamy przecież w kuchni.

Sól jest naturalnym składnikiem mórz.

Sama Zatoka jest słonawa.

Tylko że nikt poważny nie dyskutuje tutaj o tym, czy można wsypać łyżeczkę soli do garnka.

Mówimy o wieloletnim procesie przemysłowym.

O ogromnych objętościach.

O złożu naturalnym o zmiennym składzie.

O ścieku przemysłowym.

O płytkim akwenie.

I o ekosystemie, którego stan już dzisiaj oceniany jest jako zły.

Dlatego pytania powinny brzmieć inaczej.

Co dokładnie płynie rurą?

Nie:

„czy jest słone?”

Bo oczywiście, że jest.

Tylko:

jaki jest pełny skład chemiczny?

Jak zmienia się podczas ługowania kolejnych kawern?

Które pierwiastki przechodzą ze złoża do roztworu?

Jakie są ich rzeczywiste stężenia przed zrzutem?

Ile każdej z tych substancji trafia łącznie do środowiska?

Co znajduje się później w wodzie?

Co znajduje się w osadach?

Czy coś kumuluje się w organizmach?

I najważniejsze:

czy mieszkańcy będą mogli zobaczyć te wyniki na bieżąco?

Bo przy 10-letnim pozwoleniu kontrola środowiska nie powinna wyglądać jak badanie techniczne samochodu:

raz na jakiś czas pieczątka i do zobaczenia za rok.

To powinien być monitoring ciągły, przejrzysty i możliwy do sprawdzenia.

Jedno słowo potrafi bardzo zmienić odbiór

„Solanka” brzmi spokojnie.

„Ściek przemysłowy powstający podczas ługowania podziemnego złoża soli” — trochę mniej.

Oba określenia mogą dotyczyć tego samego roztworu.

Dlatego nie chcemy straszyć samym słownictwem.

Ale nie chcemy też, żeby słownictwo cokolwiek uspokajało za nas.

O bezpieczeństwie nie powinna decydować nazwa.

Powinny decydować:

skład, ilość, miejsce zrzutu, czas oraz wyniki badań.

I właśnie dlatego zamiast kolejnego zapewnienia:

„to tylko solanka”

znacznie bardziej interesuje nas jedno pytanie:

co dokładnie znajduje się w tej solance – i gdzie możemy zobaczyć pełne wyniki?

Bo jeżeli przez kolejne lata tysiące metrów sześciennych dziennie mogą trafiać do Zatoki Puckiej, mieszkańcy nie powinni dostawać tylko końcowego komunikatu:

„proszę się nie martwić”.

Powinni dostać liczby.

W kolejnej części przechodzimy do najbardziej emocjonalnego fragmentu tej historii: setek martwych ptaków nad Zatoką. Ptasia grypa rzeczywiście występowała i została potwierdzona. Ale czy przy takiej skali padnięć sprawdzono również inne możliwe przyczyny?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *