CZĘŚĆ 3: Solanka i naukowcy. W 2008 roku alarmowali, później badali. Dlaczego wątpliwości wciąż wracają?

W sporze o solankę jest jedno zdanie, które potrafi zakończyć każdą dyskusję w kilka sekund:

„Przecież naukowcy to zbadali”.

Brzmi rozsądnie.

Tylko którzy naukowcy?

Kiedy?

Co dokładnie badali?

I czy wszyscy doszli do tych samych wniosków?

Bo kiedy zaczęliśmy układać dokumenty chronologicznie, okazało się, że historia jest dużo ciekawsza niż proste:

„nauka potwierdziła, że jest bezpiecznie”.

Z jednej strony mamy wieloletni monitoring i stanowisko inwestora, że negatywnego wpływu nie wykazano.

Z drugiej — bardzo mocne ostrzeżenia naukowców jeszcze sprzed rozpoczęcia zrzutu, późniejsze apele o większą jawność danych oraz ekspertów, którzy do dziś wskazują na luki w sposobie prowadzenia i interpretowania badań.

Czyli zamiast naukowej kropki mamy raczej…

bardzo długi przecinek.

Cofnijmy się do 2008 roku

Pierwszy zrzut jeszcze nie ruszył.

Inwestycja była przygotowywana, powstawały raporty i analizy mające odpowiedzieć na podstawowe pytanie:

co stanie się z Zatoką, kiedy zaczniemy wprowadzać do niej ogromne ilości solanki?

17 marca 2008 roku komisja Komitetu Badań Morza PAN przygotowała bardzo krytyczną opinię dotyczącą oceny oddziaływania inwestycji.

W składzie komisji znaleźli się naukowcy związani między innymi z Instytutem Oceanologii PAN, Uniwersytetem Gdańskim i Morskim Instytutem Rybackim.

I nie był to dokument napisany językiem:

„generalnie jest dobrze, ale mamy kilka drobnych uwag”.

Wręcz przeciwnie.

Autorzy wskazywali na źle dobrane założenia, niepełną analizę i brak odpowiednich badań.

W konkluzji napisali, że przedstawiony raport nie pozwala właściwie ocenić zagrożeń dla środowiska wynikających z przygotowania kawern solnych.

To już nie jest uwaga na marginesie.

To jest czerwone światło.

Co właściwie im się nie podobało?

Między innymi modelowanie tego, jak solanka będzie zachowywać się po zrzucie.

„Model hydrodynamiczny” brzmi jak coś, przy czym większość ludzi automatycznie przewija dalej.

A chodzi w gruncie rzeczy o komputerową próbę odpowiedzi na bardzo praktyczne pytania:

gdzie popłynie ta woda, jak szybko się wymiesza, czy będzie zalegać przy dnie i jakie stężenia pojawią się w konkretnych miejscach?

Trochę jak prognoza pogody dla wody.

Tyle że jeśli do takiego modelu włożymy niewłaściwe założenia, możemy dostać piękne kolorowe wykresy, które bardzo precyzyjnie opisują… niewłaściwy scenariusz.

I właśnie do tego naukowcy mieli wtedy poważne zastrzeżenia.

Wskazywali między innymi na nieuwzględnienie właściwej fizyki mieszania solanki, warstwy wód przydennych, wieloletniego charakteru zrzutu oraz alternatywnych miejsc jego prowadzenia poza Zatoką Pucką.

Zwracali także uwagę na szczególną wartość przyrodniczą tego akwenu.

Ich zdaniem tak poważnej inwestycji nie powinno się oceniać na podstawie jednego modelu.

Postulowali przygotowanie kilku niezależnych modeli, które wzajemnie sprawdzałyby swoje wyniki.

Czyli w prostych słowach:

nie pytajmy jednego kalkulatora. Sprawdźmy wynik na kilku.

Mimo tych zastrzeżeń inwestycja ruszyła

Kawerny zostały wykonane.

Solanka zaczęła trafiać do Zatoki.

A wraz z inwestycją prowadzono monitoring środowiska.

Według ORLEN-u badania obejmowały lata 2008–2021 i sprawdzano między innymi:

zasolenie,

natlenienie,

metale ciężkie,

ryby,

organizmy żyjące na dnie,

oraz parametry chemiczne wody.

Zakres brzmi poważnie.

I według przedstawiciela ORLEN-u wnioski z tych badań były dla inwestora korzystne:

nie wykazano negatywnego wpływu zrzutu solanki na środowisko w rejonie instalacji.

Spółka stoi na stanowisku, że wcześniejszy zrzut nie pogarszał stanu wód.

To jest bardzo istotna informacja i nie zamierzamy jej chować gdzieś na końcu drobnym drukiem.

Jeżeli pokazujemy argumenty strony krytycznej, pokazujemy również argument inwestora.

Tylko że tutaj naturalnie pojawia się pytanie:

skoro prowadzono tak szerokie badania przez tyle lat, dlaczego dyskusja nigdy się nie skończyła?

2019 rok. Jedenaście lat później naukowcy mówią: pokażcie dane

W styczniu 2019 roku Komitet Badań Morza PAN ponownie zajął się sprawą solanki.

I tutaj robi się naprawdę interesująco.

Bo późniejsze stanowisko nie powtarza dramatycznego tonu z 2008 roku.

Nie znajdziemy w nim zdania:

„zrzut zniszczył Zatokę”.

Ale nie znajdziemy też prostego:

„wszystkie wcześniejsze obawy okazały się bezpodstawne”.

Komitet opisywał szeroki zakres prowadzonego monitoringu, ale zwrócił uwagę na inny problem:

wyniki badań były tylko częściowo dostępne dla szerokiej opinii publicznej.

A skoro wokół inwestycji wciąż pojawiały się pytania i kontrowersje, naukowcy postulowali lepszą komunikację oraz zapewnienie mieszkańcom dostępu do wyników badań i ich fachowej interpretacji.

Czyli po ponad dekadzie doszliśmy do zaskakująco prostego wniosku:

pokażcie ludziom, co zmierzyliście.

Nie tylko końcowe zdanie:

„jest dobrze”.

Nie tylko prezentację.

Nie tylko wykres wyświetlony przez kilkanaście sekund na spotkaniu.

Dane.

Bo jeśli wyniki rzeczywiście pokazują, że nie ma problemu, to ich upublicznienie powinno działać na korzyść inwestora.

A jak Zatoka wygląda według państwowego monitoringu?

Przeskakujemy do 2026 roku.

11 lutego przed sejmową Komisją Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej wystąpił zastępca Głównego Inspektora Ochrony Środowiska.

Tak — chodzi o dokładnie to samo posiedzenie sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej z 11 lutego 2026 roku, które opisywaliśmy już w poprzedniej części przy okazji wypowiedzi wójt Kosakowa Euniki Niemc. Tym razem wracamy do tego samego spotkania, ale do innego fragmentu — wystąpienia zastępcy Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Marka Kajsa, który przedstawił oficjalną ocenę stanu Zatoki Puckiej.

I tutaj raczej nie ma powodów do otwierania szampana.

Ogólny stan Zatoki Puckiej zewnętrznej oraz Zatoki Gdańskiej wewnętrznej został oceniony jako:

zły.

Stan ekologiczny — zły.

Stan chemiczny — poniżej dobrego.

Wskaźniki dotyczące ryb w zależności od badanego okresu wypadały słabo lub źle.

Wskazywano także problemy dotyczące tlenu, biogenów i makrozoobentosu.

A jeśli właśnie zgubiliśmy połowę czytelników na słowie „makrozoobentos” — spokojnie.

To w uproszczeniu większe organizmy żyjące na dnie lub w osadzie dennym, takie jak różne małże, skorupiaki czy larwy.

Czyli jeden z elementów podstawy całego wodnego „stołu”.

Jeżeli źle dzieje się na dole łańcucha, problem może później odbijać się znacznie wyżej.

Ale jest też druga połowa tej informacji

I jej również nie wolno pomijać.

GIOŚ nie stwierdził trwałego, długoterminowego trendu wzrostu zasolenia Zatoki.

W 2022 roku wartości były wyższe, natomiast później wróciły do zakresów uznawanych za typowe.

Czyli ponownie:

zły stan Zatoki – tak.

Dowód, że spowodowała go solanka – nie.

To dwie zupełnie różne rzeczy.

Kto próbuje zrobić z pierwszego automatycznie drugie, przeskakuje kilka bardzo ważnych stopni rozumowania.

I jeszcze jedno: GIOŚ nie pilnuje jednej konkretnej rury

Podczas posiedzenia padło również bardzo ważne wyjaśnienie.

Państwowy monitoring środowiska ma oceniać ogólny stan akwenu.

Nie został stworzony po to, żeby szczegółowo kontrolować wpływ jednej konkretnej inwestycji.

Najprościej mówiąc:

GIOŚ patrzy na całego pacjenta.

Nie stoi cały czas ze stetoskopem przy jednej konkretnej rurze.

Dlatego z państwowych danych nie można uczciwie wyciągnąć ani wniosku:

„solanka na pewno nie miała żadnego wpływu”,

ani:

„to solanka doprowadziła Zatokę do złego stanu”.

Do tego potrzebny jest monitoring zaprojektowany konkretnie pod tę inwestycję.

A taki monitoring prowadził inwestor.

I znowu wracamy do tego samego miejsca:

pokażcie pełne wyniki.

Profesor Czop: nie wszystko zostało wyjaśnione

Jednym z ekspertów nadal krytycznie oceniających część dotychczasowych badań jest dr hab. inż. Mariusz Czop z AGH.

W jego opinii pojawia się długa lista zastrzeżeń.

Dotyczą między innymi:

ustalenia naturalnego zasolenia poszczególnych części Zatoki,

lokalizacji punktów pomiarowych,

zakresu analiz chemicznych,

badania substancji toksycznych,

oceny organizmów żywych,

oraz dostępu do surowych danych pomiarowych.

I to ostatnie jest szczególnie ciekawe.

Bo jest różnica między:

„oto nasz raport i nasze wnioski”

a

„oto wszystkie wyniki pomiarów – możecie je sprawdzić sami”.

Profesor wskazuje również na specyfikę Zatoki Puckiej jako akwenu płytkiego i słabiej wymieniającego wodę niż otwarty Bałtyk.

Jego zdaniem zamiast traktować wydobywaną sól jak odpad, należałoby w pierwszej kolejności rozważyć jej gospodarcze wykorzystanie.

A jeśli zrzut musi się odbywać — przeanalizować możliwość skierowania go do bardziej otwartego akwenu o większej dynamice mieszania.

To jest stanowisko eksperta strony społecznej.

Nie ostateczny wyrok.

Ale trudno powiedzieć, że są to pytania całkowicie pozbawione sensu.

I tutaj pojawia się jeszcze jeden bardzo ciekawy dokument

Na jednym z przekazanych materiałów Morskiego Instytutu Rybackiego widzimy podsumowanie dotyczące ryzyka środowiskowego zrzutu solanki dla zasobów ryb Zatoki Puckiej.

Wśród wskazanych problemów pojawiają się między innymi:

ograniczona liczba i lokalizacja punktów pomiarowych,

brak części badań osadów,

zastrzeżenia do badań organizmów wodnych,

oraz brak możliwości jednoznacznego ocenienia wpływu na podstawie dostarczonych wyników.

I tutaj trzeba bardzo uważać na słowa.

To nie jest dokument stwierdzający, że solanka zabiła ryby.

Ale nie brzmi też jak:

„wszystko zbadane, temat zamknięty”.

I chyba właśnie to najlepiej pokazuje całą tę historię.

Więc kto ma rację?

Byłoby bardzo wygodnie zakończyć ten tekst zdaniem:

„my już wiemy”.

Tylko że nie wiemy.

I udawanie, że lokalna redakcja rozstrzygnie spór oceanologów, hydrogeologów, biologów, chemików i specjalistów od modelowania byłoby zwyczajnie niepoważne.

Możemy jednak ułożyć fakty obok siebie.

2008: grupa naukowców bardzo ostro krytykuje przygotowaną ocenę inwestycji i wskazuje, że nie pozwala ona właściwie ocenić zagrożeń.

Potem: inwestycja rusza i przez wiele lat prowadzony jest monitoring.

2019: Komitet Badań Morza PAN mówi, że wyniki powinny być znacznie szerzej dostępne publicznie.

2026: ORLEN mówi, że monitoring nie wykazał negatywnego wpływu zrzutu.

2026: państwowy monitoring pokazuje jednocześnie zły stan części Zatoki, choć nie stwierdza trwałego wzrostu zasolenia.

2026: część ekspertów nadal kwestionuje zakres i sposób interpretowania wcześniejszych badań.

Czyli nauka nie daje nam prostego obrazka z zielonym napisem:

ani czerwonego:

Daje nam za to bardzo dużo danych, zastrzeżeń, argumentów i pytań.

I właśnie dlatego najbardziej brakuje jednej rzeczy

Pełnej jawności.

Jeżeli monitoring z lat wcześniejszego zrzutu rzeczywiście był tak szeroki i pokazał brak negatywnego wpływu, to świetnie.

Udostępnijmy go.

Nie tylko końcowe raporty.

Nie tylko interpretacje.

Nie tylko slajdy.

Najlepiej również surowe dane pomiarowe, lokalizacje punktów, daty pobierania próbek, rzeczywiste wielkości zrzutu i wyniki analiz.

Bo wtedy dyskusja przestaje wyglądać tak:

– jeden profesor mówi jedno,
– drugi profesor mówi drugie,
– inwestor pokazuje swój wykres,
– aktywiści pokazują swój dokument,
– a mieszkaniec siedzi pośrodku i zastanawia się, komu właściwie wierzyć.

Nie musi wierzyć nikomu.

Powinien móc zobaczyć dane.

Zwłaszcza że przed nami potencjalnie kolejnych 10 lat zrzutu.

A przy takiej skali inwestycji zdanie:

„proszę się nie martwić, wszystko zostało zbadane”

to trochę za mało.

W kolejnej części zajrzymy do samej solanki. Bo „słona woda” brzmi niewinnie – dopóki nie zaczniemy sprawdzać, co poza solą znajdowano w materiale pochodzącym ze złoża i co właściwie powinno być monitorowane podczas zrzutu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *