7200 metrów sześciennych na dobę.
Brzmi jak kolejna liczba z urzędowego dokumentu?
To wyobraźmy sobie prawie trzy baseny olimpijskie.
Tyle wynosi średni dobowy przepływ solanki, na jaki pozwala nowa decyzja dotycząca zrzutu do Zatoki Puckiej.
I nie mówimy o jednorazowej operacji.
Pozwolenie zostało wydane na 10 lat.
Dlatego wracamy do tematu, który przez kilka lat trochę ucichł, ale właśnie ponownie staje się bardzo aktualny.
Bo pierwszy etap zrzutu solanki z Podziemnego Magazynu Gazu Kosakowo zakończył się w 2021 roku.
Teraz przygotowywany jest kolejny.
Najpierw najważniejszy fakt: pozwolenie już jest
5 stycznia 2026 roku ORLEN otrzymał pozwolenie wodnoprawne na ponowne wprowadzanie do Zatoki Puckiej ścieków przemysłowych – solanki powstającej podczas ługowania kolejnych podziemnych komór w złożu soli „Mechelinki”.
Od decyzji wniesiono odwołania.
24 kwietnia 2026 roku Dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku utrzymał jednak pozwolenie w mocy.
I tu kończy się etap pod tytułem „może kiedyś”.
Formalna zgoda na zrzut istnieje.
Pozwolenie obowiązuje przez 10 lat od dnia, w którym decyzja stanie się ostateczna.
Czy to oznacza, że jutro rano ktoś odkręci zawór?
Nie.
Ale oznacza, że temat kolejnego wieloletniego zrzutu nie jest już luźnym pomysłem omawianym przy stole.
Ma dokument.
Ma parametry.
Ma pozwolenie.
I właśnie dlatego warto wiedzieć, na co właściwie wydano zgodę.
7200 m³ na dobę. Czyli ile?
Urzędowe liczby mają jedną wadę: człowiek je czyta i po pięciu sekundach zapomina.
Spróbujmy więc inaczej.
Decyzja przewiduje:
do 250 kg/m³ stężenia solanki,
maksymalnie 300 m³ na godzinę,
średnio do 7200 m³ na dobę.
Te 7200 m³ to wspomniane prawie trzy baseny olimpijskie dziennie.
Oczywiście nie oznacza to, że każdego dnia przez pełne 10 lat dokładnie taka ilość popłynie do Zatoki. Rzeczywista wielkość zrzutu będzie zależała od przebiegu inwestycji i pracy instalacji.
Ale pokazuje skalę.
To nie jest wiadro słonej wody wlane z pomostu.
To duża instalacja przemysłowa działająca przez wiele lat.
I dlatego trochę zbyt proste wydaje nam się sprowadzanie całej dyskusji do zdania:
„Przecież to tylko sól”.
Bo nawet sama decyzja Wód Polskich mówi nie o „wodzie z solą”, lecz o ściekach przemysłowych – solance powstającej podczas ługowania złoża soli kamiennej oczyszczonymi ściekami komunalnymi z oczyszczalni Dębogórze.
To już brzmi trochę inaczej, prawda?
I od razu pojawia się kolejne pytanie:
co dokładnie znajduje się w tym roztworze poza samą solą?
Do tego wrócimy w jednym z kolejnych odcinków.


Po co właściwie robi się ten zrzut?
Bo pod Kosakowem znajdują się podziemne magazyny gazu.
Nie są to wielkie betonowe zbiorniki zakopane pod ziemią.
W ogromnym uproszczeniu wygląda to tak:
w głębokim złożu soli wypłukuje się wodą wielką pustą komorę. Sól przechodzi do wody i powstaje solanka. Pusta przestrzeń po soli może później służyć do magazynowania gazu.
Można więc powiedzieć, że aby zrobić pod ziemią wielki „zbiornik”, trzeba najpierw wypłukać z niego sól.
A coś trzeba później zrobić z milionami metrów sześciennych bardzo słonej wody, która podczas tego procesu powstaje.
Dotychczasowym rozwiązaniem było odprowadzanie jej do Zatoki Puckiej.
Pierwszy etap KPMG Kosakowo obejmował dziesięć komór na klastrach A i B.
W 2023 roku uzyskano koncesję dotyczącą kolejnych klastrów C i D, gdzie planowanych jest następnych dziesięć komór.
Według informacji przekazanych przez ORLEN pojemność magazynu może dzięki temu wzrosnąć z około 290 mln do około 650 mln m³ gazu.
Czyli ponad dwukrotnie.
Jest jednak ważne „ale”.
Przedstawiciel ORLEN-u informował 11 lutego 2026 roku podczas posiedzenia komisji sejmowej, że ostateczna decyzja inwestycyjna dotycząca kolejnego etapu nie została jeszcze wtedy podjęta.
Mamy więc dość ciekawą sytuację:
pozwolenie na zrzut jest, kolejne kawerny są planowane, ale ostateczna decyzja o realizacji całej inwestycji – przynajmniej według informacji z lutego – jeszcze nie zapadła.
I właśnie dlatego warto rozmawiać o tym teraz.
Nie za kilka lat, kiedy pozostanie już tylko obserwowanie pracującej instalacji.
A może przesadzamy? Przecież poprzedni zrzut był monitorowany
Tak.
I tego faktu nie będziemy pomijać.
ORLEN stoi na stanowisku, że monitoring prowadzony podczas poprzedniego etapu inwestycji obejmował między innymi badania zasolenia, natlenienia, metali ciężkich, ryb, organizmów żyjących na dnie oraz parametrów chemicznych.
Według przedstawiciela spółki badania nie wykazały negatywnego wpływu zrzutu na środowisko w rejonie instalacji.
To ważny argument.
Tyle że na tym historia się nie kończy.
Bo od wielu lat istnieje również druga strona tej dyskusji.
Naukowcy, organizacje społeczne, rybacy i część samorządowców zgłaszali pytania dotyczące zakresu monitoringu, punktów pomiarowych, osadów dennych, składu solanki czy sposobu interpretacji wyników.
Już w 2019 roku Komitet Badań Morza PAN zwracał uwagę, że wyniki badań są tylko częściowo dostępne dla szerokiej opinii publicznej i postulował ich znacznie większą jawność.
I to jest dla nas jeden z najciekawszych elementów całej historii.
Bo jeśli przez kilkanaście lat trwa spór o to, co właściwie pokazują badania, być może najlepszym rozwiązaniem nie jest kolejna konferencja z zapewnieniami.
Może po prostu warto pokazać ludziom dane.
Tym bardziej, że Zatoka już dziś nie jest okazem zdrowia
I tutaj dochodzimy do rzeczy, której raczej nie znajdziemy na pocztówce z wakacji.
Państwowy monitoring środowiska ocenia ogólny stan Zatoki Puckiej zewnętrznej oraz Zatoki Gdańskiej wewnętrznej jako zły.
Stan ekologiczny – zły.
Stan chemiczny – poniżej dobrego.
Wskaźniki dotyczące ryb w zależności od roku – słabe lub złe.
Do tego problemy związane między innymi z tlenem, biogenami i organizmami żyjącymi na dnie.
Nie oznacza to:
„solanka zniszczyła Zatokę”.
Takiego wniosku z tych danych wyciągnąć nie można.
I nie będziemy go wyciągać.
Co więcej, państwowy monitoring nie pokazuje obecnie trwałego długoterminowego wzrostu zasolenia Zatoki. W 2022 roku wartości były wyższe, ale w latach 2023–2024 powróciły do typowego zakresu.
Czyli mamy sytuację trochę bardziej skomplikowaną niż internetowe:
„trują!”
kontra
„nic się nie dzieje!”.
Zatoka jest w złym stanie, ale same te dane nie dowodzą, że odpowiada za to wcześniejszy zrzut solanki.
I właśnie dlatego potrzebny jest porządny monitoring.
Bo jeżeli pacjent już ma gorączkę, to raczej wypada dokładniej sprawdzić, co mu podajemy – nawet jeżeli nowy lek nie jest przyczyną wszystkich jego problemów.
A może zamiast do Zatoki – gdzie indziej?
Tu pojawia się kolejne ciekawe pytanie.
dr hab. inż. Mariusz Czop, prof. AGH, występujący jako ekspert strony społecznej, wskazywał, że jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby gospodarcze wykorzystanie pozyskiwanej soli.
Innym wariantem miałoby być odprowadzanie solanki do akwenu o znacznie większej dynamice mieszania.
W przeszłości rozważano nawet odprowadzanie jej do otwartego Bałtyku w rejonie za Władysławowem.
Czy takie rozwiązanie byłoby lepsze?
Nie wiemy.
Czy byłoby droższe?
Prawdopodobnie.
Czy technicznie byłoby proste?
Tego również nie przesądzamy.
Ale skoro taka alternatywa była rozważana, pytanie jest całkiem zasadne:
dlaczego kolejny wieloletni zrzut ma odbywać się właśnie do Zatoki Puckiej?
Zwłaszcza że mówimy o płytkim, wyjątkowym przyrodniczo akwenie, którego stan już dziś trudno określić jako dobry.
I gdzie w tym wszystkim jest Władysławowo?
No właśnie.
Bo można przez pół artykułu mówić o ORLEN-ie, Wodach Polskich i Kosakowie, ale mieszkaniec Władysławowa ma prawo zapytać:
a co właściwie zrobiła w tej sprawie moja gmina?
Z dostępnych informacji wynika, że samorządy powiatu puckiego podejmowały próby uzyskania statusu strony w postępowaniu.
Kosakowo sprzeciwiało się decyzji, podejmowało uchwały i kierowało sprawę dalej.
Rada Gminy Puck również formalnie wyraziła sprzeciw.
Dokumenty pokazują więc, że nie można wrzucić wszystkich samorządów do jednego worka i napisać: „nikt nic nie zrobił”.
Ale w przypadku Gminy Władysławowo wciąż pozostaje kilka bardzo prostych pytań.
Czy wystąpiła o uznanie jej za stronę?
Jaką otrzymała odpowiedź?
Czy po odmowie podjęto dalsze działania?
Czy wykorzystano dostępne możliwości prawne?
Jakie jest dziś stanowisko burmistrza wobec kolejnego wieloletniego zrzutu?
I przede wszystkim:
czy Władysławowo zamierza jeszcze coś w tej sprawie zrobić?
Nie pytamy po to, żeby z góry kogokolwiek skazać.
Pytamy, bo gdy mówimy o Zatoce Puckiej, administracyjna granica między jedną gminą a drugą dla wody nie ma większego znaczenia.
Ryba też raczej nie zatrzymuje się na niewidzialnej granicy działki i nie sprawdza, czy właśnie wpłynęła z Kosakowa do Pucka albo Władysławowa.
A to dopiero początek
W kolejnych częściach pokażemy materiały znacznie bardziej niewygodne.
Dokumenty naukowców sprzed rozpoczęcia pierwszego zrzutu.
Późniejsze stanowiska i wyniki monitoringu.
Materiały dotyczące składu soli i obecności metali ciężkich.
Zdjęcia martwych ptaków.
Ryby z widocznymi zmianami.
Nagrania z Zatoki, na których rybacy wyciągają sieci oblepione ogromną ilością szlamu i rozkładającej się materii.
Ale od razu zaznaczamy:
sam martwy ptak, uszkodzona ryba czy brudna sieć nie są dowodem, że odpowiada za to solanka.
Bez wyników badań laboratoryjnych takiej tezy nie postawimy.
Za to możemy zrobić coś innego.
Pokazać, co się działo.
Pokazać dokumenty.
Pokazać, co badano.
I zapytać, czego nie zbadano albo czego mieszkańcom do dzisiaj nie pokazano.
Bo w całej tej historii najbardziej niepokojące nie jest nawet to, że jedna strona mówi „bezpieczne”, a druga „niebezpieczne”.
Najbardziej niepokojące jest to, że po kilkunastu latach zwykły mieszkaniec nadal musi przekopywać się przez decyzje, komisje, raporty i stare prezentacje, żeby w ogóle zrozumieć, co dzieje się z akwenem, nad którym mieszka.
Nie przesądzamy. Ale też nie zamierzamy odwracać wzroku
ORLEN ma pozwolenie na kolejny wieloletni zrzut.
Planowanych jest następnych dziesięć kawern.
Państwowy monitoring mówi, że stan części Zatoki jest zły.
Inwestor twierdzi, że wcześniejszy zrzut nie miał negatywnego wpływu.
Część naukowców i organizacji społecznych od lat zgłasza zastrzeżenia.
A mieszkańcy mają prawo zadać bardzo proste pytanie:
czy przed rozpoczęciem kolejnego wieloletniego zrzutu naprawdę zrobiono wszystko, żeby mieć pewność, że Zatoka Pucka na tym nie ucierpi?
Nie chcemy odpowiedzi:
„proszę nam zaufać”.
Chcemy danych.
Pełnych wyników badań.
Jasnych informacji o składzie zrzucanej solanki.
Monitoringu dostępnego dla mieszkańców.
I konkretnego stanowiska naszych samorządów.
Bo Zatoka Pucka nie jest rurą odpływową.
To jeden z najcenniejszych elementów naszego regionu – przyrodniczo, turystycznie i zwyczajnie po ludzku.
A skoro mamy z niej żyć jeszcze przez kolejne pokolenia, to chyba możemy wymagać, żeby przed odkręceniem kolejnego zaworu wszystkie wątpliwości zostały wyjaśnione naprawdę porządnie.
Jutro część druga: sprawdzimy, co w sprawie nowego pozwolenia zrobiły poszczególne samorządy – i kto po pierwszym „nie” próbował walczyć dalej.
